Walka z rywalami i warunkami

Wielki Tydzień był dla kibiców rugby w Wielkopolsce czasem pełnym emocji. Na boiskach tego regionu po raz drugi w historii zostały rozegrane Mistrzostwa Europy U-18 w tej dyscyplinie. Tegoroczny turniej był jednak całkowicie inny od tego, którego świadkami byliśmy przed czterema laty.

Te dwie imprezy różniło prawie wszystko – od drużyn, które brały udział, przez format, obiekty, na warunkach pogodowych kończąc. Zwłaszcza ten ostatni element powinien skłonić do przemyśleń włodarzy europejskiej federacji. O ile sama formuła rozgrywania mistrzostw zawsze w Wielkim Tygodniu wydaje się być ciekawym pomysłem, gdy rozgrywki mają miejsce na południu Europy, to granie turnieju w Polsce w ostatnim tygodniu marca jest średnim pomysłem. I o ile dla zawodników nie robi to większej różnicy, to średnio pozwala realizować główny cel organizacji turnieju w tym obszarze Starego Kontynentu, a więc popularyzację dyscypliny. Dla zagorzałych kibiców żadne warunki nie będą czynnikiem decydującym o pójściu na stadion, lecz dla osoby, dla której mecz miał być popołudniową rozrywką, temperatura koło zera i opady śniegu mogą być elementem zniechęcającym. Niestety, miało to swoje odbicie na trybunach – zasiadali na nich głównie wielcy sympatycy rugby, a dzieci przychodzące na rozgrywki ze szkół skupiały się głównie na tym, jak się rozgrzać. Chyba nie tak miało wyglądać promowanie sportu. Jednak ci, którzy zdecydowali się skupić na wydarzeniach boiskowych, nie żałowali!

Rewolucja gruzińska

Po trzech kolejnych triumfach Francuzów w poprzednich edycjach wydawało się, że „Trójkolorowi” również i w tym roku wzniosą puchar za Mistrzostwo Europy. Jako jedyna drużyna, która ma seniorską drużynę w Pucharze 6 Narodów, zawsze są świetnie przygotowani i pozostają wyznacznikiem poziomu dla wszystkich pozostałych reprezentacji. Już w pierwszym spotkaniu zaprezentowali swoją siłę wysoko ogrywając Rumunię. Jednocześnie ich rugby było nie tylko efektywne, ale i efektowne, gdyż „Trójkolorowi” zabawiali publiczność szybką grą na kontakcie. W całkowitej opozycji do nich pokazali się drudzy faworyci do gry w finale, a więc Gruzini. Również w ćwierćfinale zdeklasowali rywali, jednak ich gra opierała się bardziej na fizyczności oraz dobrej grze w przegrupowaniach. Podobna sytuacja powtórzyła się w półfinałach, w których obie ekipy, mające zmierzyć się w finale, odpowiednio ograły Hiszpanię i Portugalię. Te dwa spotkania były jednak w zdecydowanie większym stopniu oparte na błędach, które wynikały z warunków pogodowych. Nad stadionem w Plewiskach, oprócz mrozu i wiatru, przeszła śnieżyca i rzęsisty deszcz.

Mecz finałowy zaplanowany na Wielką Sobotę był więc tym, czego jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek oczekiwali kibice. Pozostawało pytanie: czy „Trójkolorowi” zwyciężą po raz czwarty z rzędy, czy też Gruzini obalą dotychczasowego króla? Francuzi chcieli pokonać Gruzję tą samą bronią, która pozwoliła im odprawić z kwitkiem poprzednich rywali, a więc szybką grą. Nie przewidzieli jednak jednego. Nad stadionem w Grodzisku Wielkopolskim przez cały czas trwania finału padał mocny deszcz, który bardzo utrudniał szybkie rozgrywanie akcji. Gruzja szybko wyszła na prowadzenie po, a jakże, siłowym wepchnięciu piłki na pole punktowe i nie oddała go aż do końca. Na tronie nastąpiła nieoczekiwana zmiana. Drużyna z Kaukazu była w tym spotkaniu lepsza. Jednak trzeba też uczciwie przyznać, że Francuzi nie pomogli szczęściu. Najpierw zamiast decydować się na kopy na słupy i powolne odrabianie strat decydowali się na grę o przyłożenie, co kończyło się stratami. A później zaczęli grać nerwowo i nie trafiali między słupy, gdy czas zaczął się kończyć. „Koguty” przegrały ten finał w głowach, nie podejmując właściwych decyzji w odpowiednich momentach. Gruzini natomiast w pełni wykorzystali swoje atuty i warunki pogodowe, wiedząc, że rywale nie będą w stanie przedrzeć się przez ich defensywę. Niski wynik spotkania (8:3) dobitnie podkreśla, że był to mecz nastawiony na obronę. I to głównie szczelną defensywę Gruzji. Dla tego kraju, szczerze zakochanego w rugby, jest to wielki wyczyn i sukces, który może jeszcze bardziej napędzić tamtejszych juniorów do rozwoju i podwyższania umiejętności. Ten turniej pokazał niedowiarkom, że na mapie światowych potęg powoli pojawia się nowy gracz.

Plan wykonany tylko w stu procentach

Równolegle do dywizji mistrzowskiej były rozgrywane mecze w dywizji Trophy, w której o jak najlepsze wyniki walczyła reprezentacja Polski. Przed rozpoczęciem zmagań sztab „Biało-Czerwonych” zakładał, że poziom naszej drużyny klasyfikuje ją na drugim miejscu, tuż za Niemcami. I te przewidywania okazały się w pełni trafione. Polacy dotarli do finału, ale nie obyło się jednak bez problemów. Rozgrywany w Poznaniu półfinał z Czechami mógł skończyć się różnie, a naszą drużynę uratowało pudło kopacza zza południowej granicy. Niemcy natomiast przeszli przez rozgrywki jak burza – najpierw odprawiając z kwitkiem Szwajcarów, by później jeszcze bardziej zdeklasować Litwinów. Także mecz finałowy w Żerkowie nie przyniósł niespodzianki. Niemcy byli zdecydowanie lepsi od „Biało-Czerwonych” pokonując ich 30:3. Wpływ na przebieg tego meczu miały spotkania w poprzedniej fazie. Gdy Polacy do ostatnich chwil musieli walczyć o awans do najważniejszego meczu, nasi zachodni sąsiedzi już po pierwszej połowie mogli wrzucić niższy bieg i spokojnie dotoczyć się do ostatniego gwizdka sędziego. Pomimo wyniku, cały turniej pokazał, że w naszych młodych reprezentantach drzemie potencjał i przyszłość seniorskiej drużyny nie maluje się w ciemnych barwach.

Najprawdopodobniej był to ostatni turniej o europejski czempionat wśród drużyn U-18 w tej formule. Od 2014 roku, kiedy to z rozgrywek zdecydowały się wycofać drużyny z Wysp Brytyjskich, Rugby Europe szuka nowego formatu, który będzie atrakcyjny zarówno dla drużyn, jak i dla kibiców. Eksperymentowano z zapraszaniem drużyn z innych kontynentów, jak i z samym formatem rozgrywek. Wydaje się, że to, co mamy obecnie jest optymalnym rozwiązaniem, jeżeli nie da się namówić Brytyjczyków do powrotu. Skazuje to kolejne edycje na ciągłą walkę Gruzji z Francją. Jednak jeżeli ma być to walka tak emocjonująca jak w tym roku, to osobiście nie mam nic przeciwko. Warto na zakończenie podkreślić, że po raz kolejny zarówno Wielkopolski Okręgowy Związek Rugby, jak i sama Wielkopolska w pełni sprostała roli gospodarza, a głosy pochwały spływały ze strony delegatów europejskich federacji, a także samych ekip. Miejmy nadzieję, że europejska federacja zauważy ten fakt i wcześniej niż za cztery lata będziemy mogli gościć w Polsce turniej na najwyższym poziomie.

Rafał WANDZIOCH